piątek, 9 stycznia 2026

Styczeń. Początek...

Cały miesiąc wyszedł na spacer... 

Ale już jestem. Siedzę spokojnie. Choinkowe lampki dają ciepłe, kolorowe światło. Brokatowy jest księżyc, a ulice miasta oblewa złota smuga. Czy to niebo zmieniło kolor, czy sny? Spokój to luksus. Kiedy nikt nie krzyczy, nikt nie obezwładnia twoich ramion. Kiedy jest ciepło. Jest dobrze. Miękkość koca spływa po udach. W kubku z zimową historią paruje herbata. To styczeń. To ten czas, w którym noce świecą, a obrus biały jak śnieg. I chociaż ten rok 2026 nie zaczął się od takiego spokoju, a wprost przeciwnie - od szaleństwa, to wiem, że dzisiejsza noc jest po to, aby odpocząć. 

Od początku -

Ludzie. Wielowymiarowy Sylwester u Kini, wcześniejsze próby balkonowe, ptaki. Kawa i melisa podczas rozmowy, potem wódka. Dawno nie miałam kaca, który ciągnie się pomiędzy poduszkami. W nocy gotowałyśmy barszcz biały przy muzyce. Był Janek z owocowych imprez - tych sprzed lat. Jakieś video na pamiątkę, jakieś zdjęcia. Wróciłam o ósmej o poranku pełnym błękitnego mrozu i białej poimprezowej ciszy.

A potem była knajpa (albo jakoś pomiędzy tym wszystkim), znowu ludzie i smak. Przyjechała Ewelina z Tarnowa/Gdańska, wpadła Beti na shoarmę, byli Roberty i Szymek z Wojtkiem. Ktoś chciał się spotkać, ktoś się spotkał. A i Ada wybiera się do Łodzi. I Monika z Markiem. 

Ludzie. Tak dużo tych rozmów o niczym i o wszystkim. Tych pięknych uniesień, słów. I jeszcze ta melancholia pod palcami, kiedy wystukuję kolejne pożegnania i powroty. Moje myśli są niczym wichura, która zrywa dachy i przewraca drzewa. Moje myśli są chaosem. 

A słowo daję... I zrobiłam dodruk. Chaos 2026 sprzedał się jeszcze w starym roku. Wyproszony, wyczekany znów pojawił się na chwilę. Ubywa w tempie światła (faktycznego od lamp). 

Zima jest mocna i wyraźna tym razem, ale ciepło serca czuć przez zmarzniętą szybę. Jest dobre. 

lekcja 1

Uczę się. Odpoczywać.