Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myśli migdałowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myśli migdałowe. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 lipca 2019

sieć

Jeśli jest w Twoim życiu osoba, 
która zapali w Tobie wszystkie zgaszone światła 
- nie puszczaj jej.

To wszystko przez te wszystkie. Myśli o przeprowadzce do Warszawy albo na Kretę. Od myślenia pęka mi głowa, a kawa z cytryną zamiast leczyć, to nie istnieje. 

Tyle jeszcze dobrych ścieżek we mnie. Nie mogę oddalić się od Łodzi. Z dachu gwiazdy widać najlepiej. 

Burza idzie - w burzy umierają wszystkie pretensje. 

środa, 28 listopada 2018

ja też popełniam błędy i czasem bywam. obłędna

Jeśli dajemy komuś szansę, to powinna to być SZANSA - a nie tylko p*erdolenie. Dam ci szansę, spoko, luz, nie gniewam się, ale w sumie to wyjdź, idź, mam cię w dupie. Prawdziwe szanse wyglądają inaczej. Są ciepłe i cierpliwe. Przychodzą jak herbata w chłodną noc. Jak smak kawy, kiedy oblizujesz łyżeczkę i palce. Prawdziwe szanse to prawdziwe skarby. Są bowiem krechą, za którą będzie można uczynić lepsze. Starać się. O lepsze i na lepsze. Ulepszać się. Bo każdy z nas ma prawo do błędów, potknięć, niedopowiedzeń, w złości wykrzyczanych słów, czy do milczenia... Każdy może się pomylić. Tak zwyczajnie, po ludzku. Ważne, żeby przyznać się do swoich słabości, do pomyłek, fochów, złych diabłów, pęknięć. I tak po prostu powiedzieć: kurde, zawaliłem/zawaliłam... dałem/dałam ciała, było tak, siak, srak, do kitu. Przepraszam. 

Jeśli dajemy komuś szansę, to niech to będzie prawdziwa szansa. Mocna, logiczna krecha bez wymawiania zła z przeszłości. Krecha, którą oddzielimy chujnię od nowego świata. Krecha będąca symbolem nowego. Początku. Nie na odczepiajkę, wypychankę, wypierdalankę, fałszywkę czy udawajkę. Prawdziwa, czysta karta. Od zera. Bądźmy uczciwi (i u-czuciowi) przede wszystkim. Nie bójmy się naprawiania relacji. Nie pozwólmy, aby pierdoły zrujnowały mosty budowane przez miesiące czy lata. Nie wyrzucajmy ludzi na emocjonalne śmietniki.

Lubię dawać szanse. Cały czas uczę się wybaczania. Uczę się siebie i drugiego człowieka. Kiedyś potrafiłam rzucić fochem o ścianę, uderzyć drzwiami, olać. Dziś wiem, że to bez sensu. Życie w świecie z pozamykanymi oknami przynosi tylko gorycz. 

Przekażcie sobie znak pokoju... 

piątek, 16 listopada 2018

wracam z TV

Wracamy z TV. Idziemy w plener. Lampa grzeje, wali w oczy, we włosy. Intensywnieje powietrze. Trochę gęstej mgły przytula się do szalika z Pabianic. Oglądamy działki, domy, kamienice i marzenia. Zrobię to wszystko. Aleksandra powiedziała, że to TEN CZAS. Obiecałam, że przyjadę do Evy. Tęsknię za kotami. Tatuaż swędzi na zmianę pogody. Będzie padał śnieg. Zagoiłam się szybciej niż rozdrapałam. Rany mogą być wilgotne, kiedy używam ich esencji do tworzenia. Życie to sztuka. Miłość to s(zt)uka. 
Jeszcze się zakochasz. Twoja miłość będzie miała karmelowe włosy. Albo róże. Wkładane do herbaty nad ranem. Jeszcze ktoś przewróci twoje oczy do góry nogami. Jeszcze ktoś przyjdzie. Jeszcze ja przyjadę (na tamten koniec świata). Bo jesteś moim końcem świata, na który mogę uciekać, kiedy złe dzieje, potwory w łóżkach, brzydkie słowa, brudne sny. 
Dziś znów śnił mi się Pinokio. Powinnam więcej pisać. Książek. Kolejne życia, historie. Mnożyć chmury. Powinnam zapomnieć jak smakuje sen. Pieścić bezsenność. Może dlatego ciągle przychodzi. Bo nie potrafi wyzwolić się z pierwszego pocałunku. Może dlatego nie daje(sz) mi spać. Pamięć  o języku bywa piękna, ale i bolesna. Wszystkie kradzione pocałunki, usta, pozarywane noce, klatki piersiowe, westchnienia. 
Jeszcze się zakochasz w księżycu. W bladych porankach z zamglonymi oczami, które przychodzą na świat. W ciężkich chmurach, bo poczujesz pod nimi słonce i tlen. 
Jeszcze się zakochasz. Twoja miłość będzie miała oczy pełne whisky. Albo przyniesie filiżankę pełną czułej kawy nad ranem. 
Jeszcze ja przyniosę kawę. Jeszcze tutaj przyjdziesz (na początek świata). Bo jestem twoim początkiem świata. Pierwszą myślą, kiedy otwierasz oczy po śnie. Kolejną przy śniadaniu, następną - pod oknem. W drodze. Środkową - w środku dnia i ostatnią - na poduszce. 

Wracamy z TV. Wszystko dobrze. Wyluzowany program. Ze mną w głównej roli. Psychotrochę - Psychoprochów. Na szyi ciągle noszę bursztynowy różaniec. 
Idziemy na Lublinek. Zawsze tak nazywam to Twoje Uroczysko. Zawsze smakuje mi tam wódka. Pijemy Ciemne Książęce i księżyc pada jak deszcz. 
Przyciemnione światło wskazuje na późną godzinę. Albo na sztukę. Artyści wszystko robią inaczej. Każdy jest inny. Każdy jeździ na inne wywiady.

Ty jesteś mega medialna. Nie jesteś jakąś taką lalą. To fantastycznie niesamowite. Jesteś taka fajna dupa. 

Wracamy z TV. 
Jestem trochę pijana.
Jestem. Jesteśmy.

niedziela, 25 marca 2018

że

Pomyśl o tym, że będzie wolność. Że będziesz leżeć na łóżku obok miłości swojego życia. Że będzie dobrze, będzie alternatywa. Że.

Taras dziś pachniał słońcem. Słońce - tarasem. Mam za sobą wiosenne porządki - te pierwsze. Igły i nitki. Uwijamy się. To lepsze niż siłownia. Siła
na przyszłość.

Wolisz być kamieniem? 
Kamień nie mówi, a istnieje. 
Istnieje niemy. Boli mnie
brak ust w kamieniu.

niedziela, 17 grudnia 2017

niedziela, 3 grudnia 2017

grudzień. puch

Daj jej spokój. Niech kobita szydełkuje, niech ćwiczy...
Słychać po tobie. Jest już lepiej. Gorączka spadła, jak jabłka spadają w sadzie. 
Mój chaos to pierwsza liga. 
Lubię jabłka. Grudzień. Puch. 
W listopadzie miałam przebłyski. W styczniu będę miała cuda. 
Jeszcze wytrzymasz. Takie milczenie nigdy nie zabija. 
Szukaj. 
Znajdziesz iskry pod powłoką śniegu. 
Znajdziesz poduszki.

piątek, 29 września 2017

luki

To był chyba 12 - rok. Jakoś  tak. Siedzimy na fioletowych sofach (jeszcze wtedy fioletowych). K. chce ode mnie pewną książkę. Rzuca we mnie "Holsami", bo książka ta trafia do kogoś innego. A dzisiaj te słowa prześladują mój fejsbuk. I za cholerę nie potrafię sobie przypomnieć kto. Szukam autora w głowie. Luki w pamięci stają się coraz bardziej głębokie. Z upływem czasu tak wiele nam umyka.
 
"Kiedyś przyjdę, niezadowolony, że stało się to 
Tak późno. Przyjmiesz mnie, bo cóż innego mogłabyś 
Wówczas zrobić. Ja - niedobry sen. 
Ty - starsza już pani o nieskazitelnej wierze w innych, 
wpatrzona w okno umykających chmur."

wtorek, 1 sierpnia 2017

zawsze

Spełniaj miłość.
Najgorsze jest niespełnienie. Wtedy stoisz w rozdartym serca, w rozedrganych motylach, 
w rozwrzeszczanych dłoniach. Nie wiesz, w którą iść stronę.

niedziela, 23 lipca 2017

mosty, kładki

Myślisz, że twoja miłość pozostanie już na zawsze niespełniona? Naprawdę nie ma już żadnego mostu, kładki, przejścia? Nie ma żadnej tajemnej uliczki, miejsca, w którym można byłoby odnaleźć tamte pocałunki i myśli poszarpane złączyć?

sobota, 1 lipca 2017

odjazd.od

Przemieszczam się z prędkością świat(ł)a.

Uwielbiam te puste drogi, ulice, po których śmigam autem, drogi mleczne pośród snów. Od wtedy - do tutaj. Poprzez tam i kiedyś. Bo może się wydarzyć w kiedyś to, czego się nie spodziewasz w najlepszym scenariuszu. Mogę napisać najlepszy scenariusz. Dostaję propozycję, aby napisać filmowy scenariusz. Jeszcze przez chwilę cisza (jak księżycem zasiał) aby nie zapeszyć. Warszawa jest duża i modna. Łódź - niebieska jak niebieskie migdały.

Uwielbiam te puste drogi, księżyce, pobocza majaczeń, uwielbiam przyciskać muzykę do marzeń. 
Mam fazę na samochody. Na muzę. Na Pabianice. Na kawę z mlekiem kokosowym, na siłownię (snów), dziary, książki, białe koszule, dreszcze od. Fazę na czekoladę z nadzieniem malinowym (dzisiaj nie liczę pieprzonych kalorsów). Fazę na kratkę, koty na tiszach, rower, Oshee i szpinak. Tak. Zakochałam się w szpinaku. 

Każdy musi mieć jakiś odpał 
Odjazd. 
Każdy 
przecież.  

Alan Walker - Tired

sobota, 24 czerwca 2017

wpis.dziwny

Śni mi się, że mam niebieskie włosy, brakuje powietrza od krzyku. Nie mogę wybrać numeru, Lanzarote chwilowo niedostępne. Mam dwa bilety i kota. Przychodzę do Twojego domu w starych trampkach (sprzed pięciu lat). Podarte są tylko nasze myśli. Zmywam oczy kremem do niedemakijażu. Super-Pharm znów wysyła promocje. Mama w Hamburgu. Dzień Ojca... 

Kiedyś z tatą liczyłam pociągi nad rzeką. To znaczy rzeka była dalej. Najpierw nasyp z błękitnych kamieni, skrzydła motyli i ważki. Nie waż się - znowu słyszę. Bo przecież ciągle to robię. Muszę kupić baterie do wagi. Wchodzę na nią kilka razy dziennie. Dwa, cztery, pięć, szesnaście... wszystko zależy od. Chciałabym oszukać siebie, że tego nie przeżywam. Czasem łatwiej oszukiwać niż. Czasem łatwiej udawać, że.

...że się nie ma czegoś (do kogoś), kogoś (do czegoś), zbędnych miłości, zbędnych tęsknot, zbędnych kilogramów, soli w oczach. A przecież przychodzi(sz) zawsze i pijesz herbatę (herbaty nie pijesz, ja piję), kot pije - mleko. Miętę przez rumianek. Do mnie. Że pijesz. Kawę z mlekiem (bez kota). Bo kot to kot i siedzi w głowie. Widzę... Myślisz, że nie, ale się grubo my(ś)lisz. Chude bywają tylko serki z oczami light w dobrej cenie.
Ładna pogoda, a ty nie masz z kim iść na spacer, bo ciągle siedzisz na dupie w domu, spoglądasz w okna - pełno w nich niebieskich migdałów i innych migdałków.

Masło migdałowe - takie smaczne. Częstujesz. Zjadam z miłością.

A tobie? Tobie nie przejada się nudne życie, moje blogi, kawa z cukrem? Słodzisz? Nie pamiętam już tego cukru. Nie pamiętam, ile. Łyżeczek, kostek. Pamięć zachowuje się jak stara sklerotyczka, jak kartka wycierana gumką z ołówka. Zostają tylko kreski, kropki - te wyraźne, reszta staje się blada, płowieje. Gaśnie.

Od hipoglikemii pojawiają się rany na piszczelach. Zanika tkanka tłuszczowa wzdłuż kości. Swędzi spadek cukru. Nerwowo go drapię. Brak snu, inne luki. Prześladuje mnie. Kamienica z Pabianic i tamto wejście do. Kocham rower.

Może kiedyś zobaczę tam kwiaty.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

spacer uroczy

Mogłabym mieć tam swoje biurko. Uczyć się fizyki, iść na klasówkę, w pole szczere, w usta. Zjeść zupę - najlepiej krupnik albo kotlety jajeczne, deser - o smaku śmietankowego ciasta. Pisać pamiętnik. Mogłabym łazić tymi wszystkimi uliczkami niebo.leśnie. Zapisywać strzałki na chodniku. Inicjały miłości na trampkach. Bawić się w podchody. Podchodzić do pani J. z osiedlowego, kupować pomidory z cienką skórką. Obierać ogórki, kroić sobie palce. Bo przecież niektórzy mają antytalent. Nie są przystosowani do garów. Mogłabym leżeć na dywanie, zaprosić cztery koleżanki, wypić piwo cichaczem, tak żeby nikt nie widział. Grać w kapsle. 

Bywają rzeczy, które się czuje. Miejsca, które się przenika. I takie miejsca zapisuję w sobie. Przenikam je potem. Mocno obejmuję oczami i mimo że mam alergię na. To pieszczę. 

Zrobiłam mnóstwo kilometrów rowerem. Jak można nie kochać końca wiosny, kiedy świt pachnie już początkiem lata? Jak można nie kochać tych małych, śmiesznych uliczek w centrum twojego miasta? Jak można się zgubić? Jak można nie czuć? Jak mocno można przywiązać wstążkę do huśtawki? (Idź, zobacz, czy jeszcze jest wstążka.)
Jak można nie kochać burzy, która wzburzona i gniewna przynosi nad Uroczysko d(r)eszcz? 

Byłam tam, wiesz? A teraz jestem tutaj. 
Wróciłam do domu. Układam na dachu to, co niemożliwe.

Początek czerwca

Daj mi jeszcze chwilę, żebym mogła się otworzyć. Zrozumieć bardziej? Nie. Muszę odpuścić rozumienie, bo w sumie ponad rozum istnieje bardzie...