Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziwadła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziwadła. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 grudnia 2019

włączymy sobie mandarynki

to wszystko czego nie ma
sprawia że jesteśmy na serio

(...)
poznaję cię. od innej strony. włączymy sobie mandarynki. jesteś najlepszą wersją na licencji - tylko dla mnie. unisex - unique. nie unikam. kiedy patrzysz, mam dreszcze, kiedy tu przychodzisz patrzymy razem i mamy wszystko (w dupie). realnie jednak wolę miłość. poczekaj. romantycznie. nie mogę przestać myśleć o Tobie, nie potrafię myśli zatrzymać w biegu, który przed świętami zdaje się obszernie obejmować galerię handlową i trwogę, bo znów mi się coś uroiło. jestem za daleko we własnej głowie - w kolejnym pokoju. gasisz i zapalasz światło. zmieniłam pościel. w kwiaty. 

(...)
jutro o poranku znów obudzisz swoje ramiona o-bok, znów mnie zobaczysz, poczujesz kawałek skóry ciepłej od snu. nie bój się, to ci się wcale nie przyśni (jeszcze). jeszcze musisz wytrzymać, jeszcze musisz zbliżyć do siebie moją paranoję. to, co jasne i ciemne. pokochać. to, co na suficie. jeszcze musisz zbliżyć. może masz siłę, której mi brakuje, może masz siłę. chodź, podaj mi rękę.


rano. wychodzimy z siebie
i ze sobą. 
pachną kawą ptaki i śnieg. 

wieczorem. włączymy sobie mandarynki. 

wtorek, 9 lipca 2019

parków jest 88

Jestem we wszystkich parkach jednocześnie, pada deszcz. Parków jest osiemdziesiąt osiem. Jeszcze nie zwariowałam (do reszty) - do szału brakuje mi kolejnych twarzy. 
Twoja twarz jest obca i ciągle oddala się ode mnie. Mimo że próbuję napisać list, próbuję wysłać. Ciągle rysujesz moje serce. Masz ostre zęby. 
Czy wiesz, że nie jestem jadalna? Czy wierzysz w przeznaczenie? 

Podobno rozum traci się najpierw, potem traci się serce. Podobno serce to mięso. 
Możesz jednak mnie zjeść. 
Zacznij - tu są usta. Proszę, weź trochę. 

Jeszcze czuję jak pada na mnie (nie)poświęcona woda. Czuję, mam mokre ramiona. Pabianice są mokre. A ty czekasz i czekasz. Tyle razy obiecywałam ci tę kawę z mlekiem, z kokosem, na Marsie. 
Coś mi się popieprzyło. Za długo pada. 

o 21.21

o. 

Obrazy się zmieniają. Twarze przechodzą przez jeden czas, lądują w drugim czasie. 
Zbieram z Julianowskiego kilka wspomnień. Biegam ścieżką, którą ktoś porzucił nad stawem. Ścieżką pełną półprawdy, pełną wody. Znów mam mokre ramiona - Ty masz mokre pretensje. 
Nie słodzę gówna. Nie! Już więcej nie posłodzę gówna. 
Nie wszystko można odzyskać, ale zawsze można zacząć od nowa. 
Zamykam okna. To mi się tylko wydaje. 
Już czas zmienić tryb na wszystkomogący. 
Bóg nauczył mnie skrzydeł. Noszę różaniec. Mam róże. 

Nie wszystko można odzyskać, ale zawsze można zacząć od nowa. 

poniedziałek, 1 lipca 2019

dotykanie

Szczypią mnie oczy. Alergia na. 

Lipiec przyszedł. Zajął zieloną część moich drzew. Dach jest piękny. To miejsce, w którym gwiazdy wydają się być bliżej, niż kiedy patrzy się z ziemi. Dach to pomost - pomiędzy snami. Wiesz? W tym miejscu mogę cię całować do utraty tchu... 

___


W pracy pióra i umowy.
W sercu: wszystkowolność ciąg dalszy. 

Wiem, ile jeszcze powinnam zrobić, napisać sto "rzeczy". rzeczy, rzeczy. A  ja piszę - od rzeczy. 
Za gorąco.  
Zdemontowałam listwy przypodłogowe w rogu. Już wiem, że umiem to zrobić sama. Wystarczy, że znajdziesz sposób, a wszystkiego dotkniesz

dotykam więc.



The Pierces - Believe In Me

piątek, 14 czerwca 2019

robisz mi dzisiaj chaos

Zaczyna padać. Dłubię w książkach. Czytam nerki. Na żyrandolu wyświetla się ostatnia kropla morza. Budzę się w tłumie. Kasuję SMS-y. Wszystko znika. Wszystko poza ciszą do ciebie.

wtorek, 23 kwietnia 2019

ślady.

Coś się kończy, coś się zaczyna. Kończą się piosenki, zaczynają inni ludzie. Idą przez park z rękami pełnymi koszyków. Łaskiś pełna i zdrowaś, Moja Święconko. Święta przechodzą - bo czas ma wyliczone momenty na celebrowanie. W kościele braki. Puste krzesła. Więcej miejsc wolnych niż zajętych. Stare dzieje (bo to było w niedzielę). Średnia wieku 60 plus. Jedno dziecko, 3 osoby młode. W tym ja.

Ciągle noszę różaniec na szyi, ciągle kocham róże.
Umiłowanie do róż będzie żyło we mnie wiecznie, bo przecież nawet kolce mogą być złotem.

Jestem Olgą. Za chwilę Kevinem albo Janem. Jestem Malwiną, Lizą, każdym z Was po trochu. Jestem sobą. Mam białą koszulę i imieniny wczoraj. Mam czarną koszulę na imieniny, bo białą zalewam winem. Mam ślady. Na koszuli.

Chyba tam.
wrócę.



PS Niech ten wiatr już się skończy.

czwartek, 31 stycznia 2019

game over

Koniec gównianej gry.
Pozostał smród, nieumyte gary i brak klasy.

Wniosek:
Nie okazuj serca gówniarskim, fałszywym pindom, które tylko czyhają na to, aby złowić twój tyłek do łóżka. Tobie się wydaje, że dajesz przyjaźń i że tak jest okej. One chcą cię rozebrać i przeruchać.  
Wielkie, szlachetne, tęczowe, kurwa, en vogue lesbiangówniary. 
Fuck off. 

niedziela, 11 listopada 2018

a potem opowiem ci o wszystkim

To są imprezy, Kochanie. Na takich imprezach się pije. To są bolesne kace, kiedy głowa toczy się od łóżka aż pod stół. To są toasty pełne róż. Ściany, które przytulają się do pleców. Łazienki pełne. 
Tyś jest. Taką mocą moją, której żadna wódka nie ugasi. Ani pragnienie - nie uspokoi. Tyś jest pełna - wszelkiego dobra. Poezjo! Przesuwamy się na północ. Tam będzie chłód. 
Tutaj jest upał. Balkony przepalane fajkami, których nie trawię. Marynarki z popiołem. Usta wilgotne... 

To są imprezy, Kochanie...Nie zrozumiesz... Mokra musi być cała kuchnia, lepka od śliny. Okna zaparowane,  lustra, oczy... 
Kac po wszystkim. Kiedy głowa toczy się od łóżka aż pod stół.

niedziela, 4 listopada 2018

popatrzmy sobie głęboko w oczy

Kocham ten świat. Tę ciszę, ten spokój - w tym momencie. Ten gwar i krzyk, hałas pootwieranych okien, duszy dusznej, wódki, od której boli głowa (od duszy i od wódki). Kocham poranki, które przykładam do powiek, kiedy wracam z party, w białej, pogniecionej koszuli, z czarną, rozmazaną kredką pod okiem. Siadam wtedy wygodnie - tak, żeby nie uszkodzić urojeń. Gapię się w okno. Świat jeszcze śpi pod ciepłymi kołdrami wszystkich ludzi, którzy oddychają w rytmach swoich snów. A ja piję kawę i podziwiam prywatny Manhattan. I zaglądam w okna tych, u których zaczynają pojawiać się światy, bo światła rozganiają mgłę. I mogłabym tak siedzieć godzinami z Tobą. W pogniecionej koszuli o zapachu whisky albo innego świństwa, którym truje się czasem duszę. Mogłabym zrobić Ci kawę - taką ze snów, żeby obudziła najdroższe na świecie pragnienia. Mogłabym gadać godzinami - albo do południa (aby nie zemdlić Ciebie i świata) albo nie gadać tylko milczeć i gapić się w Twoje oczy. Chociaż oczy mówią - podobno wszystko. Więc może to inny wymiar i dialog? Dla tych, którzy nie pragną słów, bo pożądanie odbiera im gardło i mowę... 

środa, 24 października 2018

refleksje jak liście czasami

Wolność ma to do siebie, 
że o nic nie pyta. 
 
Początkowo było to dziwne. Nagle nie musiałam się tłumaczyć. Gdzie idę, o której wrócę, za ile (dusz) sprzedam wiersze. Nie musiałam meldować się w grupie (czy poza). Mogłam sypiać. Z kim chciałam, mogłam robić to, co chciałam, na co pozwalał mi czas i sam Bóg. Mogłam wybierać (po to jest wolna wola). Czy iść na le(d)wo czy skręcić w prawo. Szukanie dróg na skróty przestało mieć znaczenie. Zegarki także zbijały mnie z tropu. Czasem wyciągałam komórkę w celu podania lokalizacji. Jeszcze... 
Czasem tak robię. Niektóre traumy są nieuleczalne. Albo może przyzwyczajenia. Bardziej. Bo trauma to zbyt wielka prze.paść. Tamta przecież jak powieść otwiera mi oczy.
Więc było dziwnie. Wracałam do domu i nikt nie czekał. Poza moimi wierszami i książką. Rzuconą w kąt poduszki. Poduszki miewały kąty (ostre). Gadałam do drzew - przyjemna schiza. W zasadzie, kto nie jest psychiczny, ten ma pecha, bo szaleństwem można wytłumaczyć wszystko. 
Mogłam zostawać na noce. Wychodzić na księżyce, ścigać na chmury. Całować (się).
Mogłam wrócić nad ranem i nikt nie pytał: dlaczego? Mogłam wpaść w furię, dostać telefon od przyjaciela o szóstej. Sok malinowy nie musiał być z cytryną i mogłam pierdolić mleko, którego nie ma w lodówce. Wstawać godzinę później. Nie spinać się przed obiadem. Rzucić farsę. Powiesić koszulę w niewłaściwym miejscu. Być sobą. 

Jestem. 
Już zawsze będę.
Sobą.

zrozum to.

Świat mnie nie omija. Może dlatego przestałam bać się świata. Może dlatego nie jestem już tchórzem, j*baną, łamliwą, tkliwą gałązką na wietrze. Kiedyś wszystko było zabronione. I różne zjawiska przyciskały moją głowę do piersi. Dzisiaj skutki są jawne i nie uwierają w sutki. Wszystko się zmieniło. Na inaczej. 

Przyszła jesień. Głęboko patrzy mi w oczy. Szuka ciepła. Moje włosy stają się karmelowe jak karmelowa herbata bez cukru. Moje serce staje się jasne i dla ciebie. 

Chodźmy na spacer. Wołają nas liście złote. Gorączka spadła. Chłodne dłonie, pogoda. Przecież to wszystko jest w głowie. Tak samo jak miłość i nadzieja. 

Mamy jeszcze tyle szans. Możemy się wspinać po sobie na szczyt. Możemy się szarpać za karmelowe włosy, za inne włosy, za s(k)utki. 
Każdy nowy fetysz może być mniej lub bardziej namiętny. Dzisiaj wiem, czego chcę od życia. Od dotyku i od ciebie. Seks jest ważny - pamiętasz? Frazesy są do dupy. Trzeba żyć. Zrozum to wreszcie. Nim przyjdzie zaćmienie słońca. 
Zrozum to wreszcie. Nim przyjdzie
zaćmienie świat(ł)a. 
Zrozum to.

wtorek, 31 lipca 2018

szeptem przy moim oknie

Mogę być twoim szeptem przy oknie.
Możesz być.

Wczoraj śnił mi się biały kot. Zapowiedź czułości i miękkości... 
Dziś znowu autobusy. Powodzenie w interesach.
I w sumie się sprawdziło. Propozycja z Gdyni.

Ale dziś nie o tym. Nie o snach...
O ludziach może, którym nie należy ufać. O oczach - szeroko otwartych, o budowaniu. Zaufania i pier*oleniu zaufania.
Bo z zaufaniem tak to już jest. Jak raz pier*olnie to nie ma przeproś. Czy można odbudować wszechświat? Mogłabym zapytać o to ciebie, a może wszystko można? Dawanie szansy piątej, szansy szesnastej, słuchanie kobiet, które użalają się nad sobą, mężczyzn w czarnych beretach. Nie jestem w gwiezdnych wojnach, sorry. Chciałabym wierzyć, że ludzie nie walą kłamstwem za plecami, chciałabym wierzyć, że nie wbijają noża, tylko zasypiają na łyżeczkę. Albo się tak kochają... Albo budzą.
Obok.

Mur o imieniu Dystans. Zburzy go tylko zakochanie
się w kwiatach.
Kochasz róże? Ja kocham.
Ciebie.

I tak spełni się wszystko. O czym pomyślisz, tym się stanie(sz).
Kwiatami na przykład albo
szeptem
przy moim oknie.

PS
Napisz list.
Włącz papier.
Czekam na Ciebie. 

niedziela, 15 lipca 2018

na Ty

Czasem rozdziera mnie jakaś pier*dolona przestrzeń, której nie sposób wytłumaczyć ani słowem, ani oddechem. Po prostu jest i już. I mogłabym wydzierać się na cały świat, ale krzyk mój byłby niemy i głuche byłyby uszy wszystkich na mój krzyk. Paranoja. 
Dzisiaj czuję właśnie taką paranoję. Przestrzeń. Przestrzeń, której zmierzyć nie można, która od słów eksploduje. Rozcina się, rozrasta i nie gaśnie. Boże, są w niej wszystkie skarby nieba i przekleństwa piekła. A ja jestem na ziemi i pragnę każdej strony. Twojego uśmiechu. Twojego serca. 
I aż mnie zatyka coś, ściska, łapie za motyle w brzuchu, za róże na nowym tatuażu. A tego przecież nie ma...
Czy może być coś, czego nie ma? Albo jest, bo w głowie już się stało. Zdarzyło się. Najpiękniejsze i przeklęte. Zimne i ciepłe zarazem. Mądre i głupie. 
I choćbym chciała wyrazić dziś tysiące odczuć, emocji, do krwi zdzieranych serc, motyle... to zabrakłoby mi świata do tego. A przestrzeń we mnie byłaby coraz większa, coraz bardziej krzykliwa i coraz bardziej na TY.


Rosie Doonan - Snowflakes

Początek czerwca

Daj mi jeszcze chwilę, żebym mogła się otworzyć. Zrozumieć bardziej? Nie. Muszę odpuścić rozumienie, bo w sumie ponad rozum istnieje bardzie...