Pokazywanie postów oznaczonych etykietą d(r)eszcz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą d(r)eszcz. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 stycznia 2020

styczeń na puls - woda morska mi służy

Dzisiaj zadaje(sz) mi pytanie: od kiedy mieszkam sama? Od kilku lat... mieszkam sama. Czas leci. Jak te gołębie pocztowe. Wcześniej, kiedy mieszkałam z Kimś, to też mieszkałam "sama". Miałam inną przestrzeń - prywatny bilet na księżyc. 

Od kilku lat mieszkam sama, chociaż w weekendy coraz bardziej z Tobą.
To najbardziej wyuzdany, wyjebany w kosmos trójkąt (nieludzki): ja, Ty i moja Nerwica. Jest dobrze, prawda? Niedługo odstawimy lęki. Uczysz się mnie. Tej pierwszej i tej drugiej. A sama tak naprawdę nie wiem, ile mnie mieści się we mnie jeszcze.

Dlaczego ludzie boją się mieszkać ze swoim światopoglądem, ze zbyt wielkim łóżkiem, bagażem doświadczeń, kosmiczną ilością filiżanek w kuchennej szafce? Dlaczego ludzie się boją? 
A może to nie strach? Może to potrzeba? Potrzeba bliskości drugiego człowieka, jakiejś energii międzyludzkiej, odjazdowej, która powstaje podczas wspólnej porannej kawy, podczas porannego słowika... A może to potrzeba jakiejś przestrzeni połączonej? 

Emocje toczą się jak szklana kulka... 
Wracam do gitary. Ślady strun mam na rękach. Lubię jak drżą. 

Jest spokojnie.
Woda morska mi służy. 
Ciśnienie 100 na 61
Puls 60. 

Dobranoc.

niedziela, 22 grudnia 2019

włączymy sobie mandarynki

to wszystko czego nie ma
sprawia że jesteśmy na serio

(...)
poznaję cię. od innej strony. włączymy sobie mandarynki. jesteś najlepszą wersją na licencji - tylko dla mnie. unisex - unique. nie unikam. kiedy patrzysz, mam dreszcze, kiedy tu przychodzisz patrzymy razem i mamy wszystko (w dupie). realnie jednak wolę miłość. poczekaj. romantycznie. nie mogę przestać myśleć o Tobie, nie potrafię myśli zatrzymać w biegu, który przed świętami zdaje się obszernie obejmować galerię handlową i trwogę, bo znów mi się coś uroiło. jestem za daleko we własnej głowie - w kolejnym pokoju. gasisz i zapalasz światło. zmieniłam pościel. w kwiaty. 

(...)
jutro o poranku znów obudzisz swoje ramiona o-bok, znów mnie zobaczysz, poczujesz kawałek skóry ciepłej od snu. nie bój się, to ci się wcale nie przyśni (jeszcze). jeszcze musisz wytrzymać, jeszcze musisz zbliżyć do siebie moją paranoję. to, co jasne i ciemne. pokochać. to, co na suficie. jeszcze musisz zbliżyć. może masz siłę, której mi brakuje, może masz siłę. chodź, podaj mi rękę.


rano. wychodzimy z siebie
i ze sobą. 
pachną kawą ptaki i śnieg. 

wieczorem. włączymy sobie mandarynki. 

wtorek, 9 lipca 2019

parków jest 88

Jestem we wszystkich parkach jednocześnie, pada deszcz. Parków jest osiemdziesiąt osiem. Jeszcze nie zwariowałam (do reszty) - do szału brakuje mi kolejnych twarzy. 
Twoja twarz jest obca i ciągle oddala się ode mnie. Mimo że próbuję napisać list, próbuję wysłać. Ciągle rysujesz moje serce. Masz ostre zęby. 
Czy wiesz, że nie jestem jadalna? Czy wierzysz w przeznaczenie? 

Podobno rozum traci się najpierw, potem traci się serce. Podobno serce to mięso. 
Możesz jednak mnie zjeść. 
Zacznij - tu są usta. Proszę, weź trochę. 

Jeszcze czuję jak pada na mnie (nie)poświęcona woda. Czuję, mam mokre ramiona. Pabianice są mokre. A ty czekasz i czekasz. Tyle razy obiecywałam ci tę kawę z mlekiem, z kokosem, na Marsie. 
Coś mi się popieprzyło. Za długo pada. 

o 21.21

o. 

Obrazy się zmieniają. Twarze przechodzą przez jeden czas, lądują w drugim czasie. 
Zbieram z Julianowskiego kilka wspomnień. Biegam ścieżką, którą ktoś porzucił nad stawem. Ścieżką pełną półprawdy, pełną wody. Znów mam mokre ramiona - Ty masz mokre pretensje. 
Nie słodzę gówna. Nie! Już więcej nie posłodzę gówna. 
Nie wszystko można odzyskać, ale zawsze można zacząć od nowa. 
Zamykam okna. To mi się tylko wydaje. 
Już czas zmienić tryb na wszystkomogący. 
Bóg nauczył mnie skrzydeł. Noszę różaniec. Mam róże. 

Nie wszystko można odzyskać, ale zawsze można zacząć od nowa. 

wtorek, 23 kwietnia 2019

ślady.

Coś się kończy, coś się zaczyna. Kończą się piosenki, zaczynają inni ludzie. Idą przez park z rękami pełnymi koszyków. Łaskiś pełna i zdrowaś, Moja Święconko. Święta przechodzą - bo czas ma wyliczone momenty na celebrowanie. W kościele braki. Puste krzesła. Więcej miejsc wolnych niż zajętych. Stare dzieje (bo to było w niedzielę). Średnia wieku 60 plus. Jedno dziecko, 3 osoby młode. W tym ja.

Ciągle noszę różaniec na szyi, ciągle kocham róże.
Umiłowanie do róż będzie żyło we mnie wiecznie, bo przecież nawet kolce mogą być złotem.

Jestem Olgą. Za chwilę Kevinem albo Janem. Jestem Malwiną, Lizą, każdym z Was po trochu. Jestem sobą. Mam białą koszulę i imieniny wczoraj. Mam czarną koszulę na imieniny, bo białą zalewam winem. Mam ślady. Na koszuli.

Chyba tam.
wrócę.



PS Niech ten wiatr już się skończy.

środa, 27 marca 2019

Każdy ma swój film

Jeszcze nie ma bzu.

Nadal wracam do domu o niekulturalnej porze. Czasami nad ranem, kiedy rwę z głowy czapkę albo bzami się bawię pod Twoim domem.

___

Lubisz?


wczoraj.

środa, 24 października 2018

zrozum to.

Świat mnie nie omija. Może dlatego przestałam bać się świata. Może dlatego nie jestem już tchórzem, j*baną, łamliwą, tkliwą gałązką na wietrze. Kiedyś wszystko było zabronione. I różne zjawiska przyciskały moją głowę do piersi. Dzisiaj skutki są jawne i nie uwierają w sutki. Wszystko się zmieniło. Na inaczej. 

Przyszła jesień. Głęboko patrzy mi w oczy. Szuka ciepła. Moje włosy stają się karmelowe jak karmelowa herbata bez cukru. Moje serce staje się jasne i dla ciebie. 

Chodźmy na spacer. Wołają nas liście złote. Gorączka spadła. Chłodne dłonie, pogoda. Przecież to wszystko jest w głowie. Tak samo jak miłość i nadzieja. 

Mamy jeszcze tyle szans. Możemy się wspinać po sobie na szczyt. Możemy się szarpać za karmelowe włosy, za inne włosy, za s(k)utki. 
Każdy nowy fetysz może być mniej lub bardziej namiętny. Dzisiaj wiem, czego chcę od życia. Od dotyku i od ciebie. Seks jest ważny - pamiętasz? Frazesy są do dupy. Trzeba żyć. Zrozum to wreszcie. Nim przyjdzie zaćmienie słońca. 
Zrozum to wreszcie. Nim przyjdzie
zaćmienie świat(ł)a. 
Zrozum to.

poniedziałek, 16 lipca 2018

niech to będzie nasze szaleństwo i nasz psychiatryk

od dzisiaj możesz
zacząć wszystko

No więc robię ten swój psychiatryk. Remont robię. Krok po kroku. Farbę nakładam i bielę wszystko. W pi*du. 
Niech mnie dopełni. Marzenie. Niech mnie weźmie. Niech w nim przepadnę - z kolejnym wierszem. Z kolejną powieścią, z ekranizacją kolejnej powieści albo pierwszej powieści, bo wszystko nabiera kształtu. Pokój 888 - białe ściany i prześcieradła. Serial. Sztuka. A ja jeszcze nie dowierzam.
- To sztuka...
Mawiają. A Ty mówisz: Jesteś warta miliony monet. 
I z jednego talerza w Warszawie zjadamy marzenia z kremem brulee. Jakie to smaczne. Masz serce (złote) i patrzysz w serce. Moje 
podnosisz z popiołów. 
Nie muszę już szukać Fenixa. 
Znalazłam Diament. 

***
Tęsknię. 
Składam się dziś z tęsknoty i z wiatru.
Reszta to urojenie.  


Birdy, Wings 

niedziela, 1 października 2017

dojrzałe wiśnie

Wyprowadzasz się. Nie wierzę. Jestem w chuj sentymentalna. Mogą mnie boleć
przystanki autobusowe i inne dziwadła. Z książki, której jeszcze nie mam
wycinam sny i zegarki. Będziemy chodzić ulicą bez wieści. Kierunkowskazy i migreny
też wytnę. Nie będą nam potrzebne.

Dziwnie się czuję, kiedy odwiedzam twój profil. Trochę jak podróżnik, a trochę jak intruz.
Możesz dać mi kopa w dupę, ale nie chcesz, bo przecież nie widzisz,
ile razy pochylam głowę nad tobą. Liczę twoje sny i wnikam w czas, który już dawno się zatarł, połamał palce.

Twoje zdjęcie na przedostatniej stronie. Chmurzy się. Deszcz
przyleje w serce. Trawa i łąka. Nie wiem, którędy płyniesz. I po co to wszystko? Dlaczego takie, a nie inne decyzje, dlaczego sushi i w liście nie piszesz do mnie nic.

Pusto.
Tylko tak mogę poskładać waszą historię. Mogę ją przenikać i mogę być deszczem.
Tylko tak mogę porozciągać luki w czasie. Wypełnić tym, czego nie ma. Narysować krwotok.
Czerwone staje się wyraźne. Pulsuje.
wszystko. Twoje usta są jak dojrzałe wiśnie.

czwartek, 7 września 2017

4

kiedy jestem na czwartym piętrze już nie musisz udawać że to krzywo zgaszone światło
zasłonka czarna i twarda ciecz
płacz był tęsknotą i widzisz - nie było warto dochodzić do krawędzi wody i ognia. udawać
każda miłość zawsze wyzdrowieje - gadali.
twoje szepty słychać teraz na drugim końcu pustyni. są jak pościel
kiedy się kruszy(sz).

sny mamy blade i możesz mnie namówić na wódkę
wino albo jakąś inną zbrodnię
by ch-ciało słowem się stało i zamieszkało pomiędzy nadziejami
na przyszłość
- we śnie zawsze jestem.

zamieszkujemy pragnienia znaki dymne i kosmos
coś się zmienia coś się wyjaśnia
gdzieś tam obłęd zamienia się w rozmowę
i po co to wszystko skoro teraz kawa smakuje tak bardzo
jak nigdy

i możesz mnie głośno pocałować.

Początek czerwca

Daj mi jeszcze chwilę, żebym mogła się otworzyć. Zrozumieć bardziej? Nie. Muszę odpuścić rozumienie, bo w sumie ponad rozum istnieje bardzie...