sobota, 6 czerwca 2026

Początek czerwca

Daj mi jeszcze chwilę, żebym mogła się otworzyć. Zrozumieć bardziej? Nie. Muszę odpuścić rozumienie, bo w sumie ponad rozum istnieje bardziej serce i ono wie najlepiej. Nie potrzebuję namysłu, analiz, kalkulacji tylko tej dobrej woli i drogi, która daje złoto i zieleń. Twoich dłoni. Nie odchodź przez jakieś pierdoły, kiedy kłótnia wybucha jak wulkan. To nie tak, że po cichu. Albo może trochę po cichu, bo nie wiesz przecież, że jestem tutaj i o tej porze. Popijam oranżadę na leżaku pod oknem i tworzę ten czerwiec. Początek... 

sobota, 16 maja 2026

Bo jestem...

Muzyka przywołuje. 

Patrzę w okno. Myśli pomieszane z motylami i wiosną. Ktoś śpiewa o milczeniu. Życie to krzywa. Coś się traci. Coś się odzyskuje. A czasem już na zawsze, na amen, na nic albo na wszystko. Świat nie poczeka. Nie zatrzyma się, nie przystanie, by można pogapić się w chmury. A jeśli wybierasz chmury, to tracisz na nie czas. Albo zyskujesz - cokolwiek, wspomnienie, chwilę, która już na zawsze. 

Jeszcze wczoraj było tamto lato, a dziś już nie pamiętam, który to balkon. I stoję tak na chodniku i patrzę na blok jak na statuę wolności - żeby pamięć uwolnić, cokolwiek odzyskać. A pamięć dalej nie wie, bo to tyle lat temu, że tak daleko nie sięga oczami w środek duszy. Odchodzę więc bez pewności, a przecież już tam nie mieszkasz. Ucichły tamte marzenia, tajemne spotkania przy świecach, wódka, pocałunki kradzione na obrzeżach poranków. I chodź tamta kuchnia wciąż patrzy oczami w rząd kolorowych kamienic, to już nie muszę uciekać. 

Już nie muszę uciekać.

czwartek, 14 maja 2026

Urok z(a)rywanych nocy

Czasu nikt ci nie odda. 

Ani księżyca. 

Gwiazd nie przyniesie, które były kiedyś

napisane. Dla Ciebie. 

Może to nic, może to nieważne

że tęsknota. Jak grom 

z czarnego nieba, bo jasne 

już było wtedy tak bardzo. 


Powiem Ci coś na przyszłość

albo w listach napiszę 

do Nieba. Bo tak będzie bezpiecznie. 

Anioły, cuda i chmury. 

Obłoki mieszane z wanilią. 

Cisza jak białe maki

w powietrzu. 


Łąka 

bez brzegów. 

Mi lova. 

Jak kiedyś, kiedy jeszcze umiałam

rozmawiać o Tobie

z Księżycem.

środa, 13 maja 2026

Ogłoszenia

Kiedyś zdawało mi się, że łatwiej znaleźć dom i ogród. Posadzić czereśnię i bez. Dziś pewne rzeczy nie mają końca, a prawdy można szukać ze świecą. Maj się przeziębił, bo trochę zimny spacer i bez. Ktoś myśli. Ktoś tęskni. I jeszcze ktoś. 

środa, 6 maja 2026

W maju przychodzę po bez

Lubię pogniecione koszule. Mniej więcej. Ciebie najbardziej lubię. Pryszcze na twarzy przed okresem. Spacery długie i głośne. Myśli ciche. Muzę i bose stopy. Trawę wilgotną, skórę wilgotną. Usta. Wiosnę lubię i maj zamajaczony. Zaświergolony. Skowronki. 

I tak mi przyszło do głowy.

Żeby tutaj przyjść. 

wtorek, 24 lutego 2026

twoje-moje

podniecają mnie 

zmarszczki 

(na twarzy czasu)

te powroty 

do siebie

kiedy odchodzisz 

chodzenie w czapce 

ukrywanie 

cudów

gdzieś tam

panika drżących rąk 

brak makijażu

na każdej ze stron

policzka

zmęczony wyraz 

oczu 


taka szczerość

która już dawno wyszła

z mody 

stała się niewygodna

dla mas 


jesteśmy w innym 

miejscu

noszę to samo

serce 

piątek, 9 stycznia 2026

Styczeń. Początek...

Cały miesiąc wyszedł na spacer... 

Ale już jestem. Siedzę spokojnie. Choinkowe lampki dają ciepłe, kolorowe światło. Brokatowy jest księżyc, a ulice miasta oblewa złota smuga. Czy to niebo zmieniło kolor, czy sny? Spokój to luksus. Kiedy nikt nie krzyczy, nikt nie obezwładnia twoich ramion. Kiedy jest ciepło. Jest dobrze. Miękkość koca spływa po udach. W kubku z zimową historią paruje herbata. To styczeń. To ten czas, w którym noce świecą, a obrus biały jak śnieg. I chociaż ten rok 2026 nie zaczął się od takiego spokoju, a wprost przeciwnie - od szaleństwa, to wiem, że dzisiejsza noc jest po to, aby odpocząć. 

Od początku -

Ludzie. Wielowymiarowy Sylwester u Kini, wcześniejsze próby balkonowe, ptaki. Kawa i melisa podczas rozmowy, potem wódka. Dawno nie miałam kaca, który ciągnie się pomiędzy poduszkami. W nocy gotowałyśmy barszcz biały przy muzyce. Był Janek z owocowych imprez - tych sprzed lat. Jakieś video na pamiątkę, jakieś zdjęcia. Wróciłam o ósmej o poranku pełnym błękitnego mrozu i białej poimprezowej ciszy.

A potem była knajpa (albo jakoś pomiędzy tym wszystkim), znowu ludzie i smak. Przyjechała Ewelina z Tarnowa/Gdańska, wpadła Beti na shoarmę, byli Roberty i Szymek z Wojtkiem. Ktoś chciał się spotkać, ktoś się spotkał. A i Ada wybiera się do Łodzi. I Monika z Markiem. 

Ludzie. Tak dużo tych rozmów o niczym i o wszystkim. Tych pięknych uniesień, słów. I jeszcze ta melancholia pod palcami, kiedy wystukuję kolejne pożegnania i powroty. Moje myśli są niczym wichura, która zrywa dachy i przewraca drzewa. Moje myśli są chaosem. 

A słowo daję... I zrobiłam dodruk. Chaos 2026 sprzedał się jeszcze w starym roku. Wyproszony, wyczekany znów pojawił się na chwilę. Ubywa w tempie światła (faktycznego od lamp). 

Zima jest mocna i wyraźna tym razem, ale ciepło serca czuć przez zmarzniętą szybę. Jest dobre. 

Początek czerwca

Daj mi jeszcze chwilę, żebym mogła się otworzyć. Zrozumieć bardziej? Nie. Muszę odpuścić rozumienie, bo w sumie ponad rozum istnieje bardzie...