Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twarda ziemia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twarda ziemia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 lipca 2019

ostatnio włóczę się po parkach

Ludzie są dziwni. Mają swoje życia. Swoje problemy. Mają gdzieś, jeśli o coś pytasz. Zamykają przed tobą drzwi i okna. Nie służą pomocą i wiecznie gdzieś się spieszą. 

Ludzie są dziwni. Albo agresywni albo wyłączeni. Mute i chuj(e). Niczego się nie dowiesz. Jakby ktoś głos im wyłamał, wydarł z gardeł. 

Ludzie są dziwni. Chodzą ze skrzywionymi twarzami przez park. Na spacer, na który iść muszą za karę. Wyglądają tak smutno, jakby szli na skazanie, na pogrzeb. Mężczyźni - niezadowoleni ze swoich kobiet/partnerek/żon. Gbury. Kobiety - niezadowolone ze swoich partnerów/mężów. Księżniczki. Wykrzywione dzieci na fochach. 

I tylko małe punkty, pojedyncze, jak psy bezpańskie wyją za wielką miłością. 
I tylko tu, na niektórych ławkach single przyglądają się frustratom, mężom i żonom w depresjach. I tylko tu. 

Siedzę cicho. 
Obserwuję tę przepaść.

czwartek, 31 stycznia 2019

game over

Koniec gównianej gry.
Pozostał smród, nieumyte gary i brak klasy.

Wniosek:
Nie okazuj serca gówniarskim, fałszywym pindom, które tylko czyhają na to, aby złowić twój tyłek do łóżka. Tobie się wydaje, że dajesz przyjaźń i że tak jest okej. One chcą cię rozebrać i przeruchać.  
Wielkie, szlachetne, tęczowe, kurwa, en vogue lesbiangówniary. 
Fuck off. 

niedziela, 20 sierpnia 2017

silky.

Przyszła inna pogoda. Tak mi się pikawa rozhuśtała, że bez leków (i lęków) się nie obeszło. Wyleżałam się. Odjęło się wszystko. Musi być silky teraz.

*
Prasuję koszulę. Czekam na ciebie.

*
mam chude ręce 
wyszczuplam nałogi 
wyszczuplam ziemię i czulę
się jak jedwab latem
w usta wkładam słowa
w słowa wkładam kwiaty

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Bistro Sex

pierdolnie pierdolenie
jeden łoś i dwa jelenie

Moja poparzona słońcem skóra ma ciarki. To jak porażenie prądem, nieumytą ręką, słowem, kwaśnym ozorem. Nie lubię kwaśnych ozorów. Nie lubię podróbek, wątróbki i brudu za paznokciami. Fuj. Mamusia Kasandry by się porzygała. Kasandra też. O fuj! Ale niektórzy lubią mielić brudy i trzaskać kopytami, aby tylko postawić podkowę na swoim. Tarasują wejścia i wyjścia. Nie pozostawiają drogi wyboru. Chcą zniesmaczyć i zasrać. Zainteresowanie pustym seksem rośnie i śmierdzi. Z ust niektórych wydobywają się grzyby i glony. Roztaczają swój zgrzyt. Kleić, lepić, przyklejać ciało, wtykać w ciało, palce, paluchy, stopy... Na samą myśl mi słabo. A gdzie uniesienie, lawina miłości, przeźroczystość? Nie ma. Dawno się zwinęła czułość jak żagiel. Zrobiło się Bistro Sex na żetony, klejnoty, wilkołaki i niechlujne łapy: auuuuu! dawaj, wyliżę ci stopy! 

Fuj. 

Gdzie ten piękny krajobraz skóry ludzkiej, ust - jak jedwab? Duszy człowieka? Dotyku? 
Tylko oglądanie, wypełnianie wzrokiem wad na udzie czy na dupie. Przepraszam, ale dostałam alergii na te wszystkie propozycje wprost i na wyrost, bez duszy i na pusty seks. Bleh. 
Ordynarnie się porobiło w pościelach, na zalotach niepoetyckich. Bezdusznie się porobiło. Chorobliwie. 
Upadło coś. Są braki. 
Na głowę. 
Bez serca. 

***
A moje pocałunki niech będą piękne. A moje dłonie niech będą prawdziwe. Usta - czułe. A mój jedwab niech będzie zawsze ukochany. Amen.

piątek, 14 lipca 2017

miłej lektury

Wiesz? 

Ważne jest to, że udajesz, a ja nie znoszę udawania. Masz nerwy, to, kurwa, je pokaż, a nie ściemniasz, że nie istnieją. Masz wyjebkę, luz. To zachowuj się adekwatnie do wyjebki.

wtorek, 13 czerwca 2017

leki. lęki

Nocą. Akcja cardio. Było tak, że nie mogłam spać. Kolka mnie wierciła na wszystkie strony. Ambulans. Pierwsza dawka. Druga dawka. Leku, lęku. Ja pierdolę... Znów się wystraszyłam, chyba tak. A przecież przyzwyczaiłam się już do takich "atrakcji". Bywały. Mocne skurcze i łagodne jak baranki (Boże...). Pozytywna energia w kręgu, w obiegu, działania na wysokich obrotach, pulsiki w górę i w dół, stukot.
Muszę się ogarnąć. Heh... Tylko jak? Skoro tyle planów/wizji przede mną. Tylko jak? Skoro kocham te emocje, te świty, blade i chmury różowe... 

Uspokojenie. Wschód słońca... 
Było.

Chciałabym godziny porozciągać palcami, aby jeszcze więcej.

wtorek, 23 maja 2017

chmury i pretensje

Śniło mi się, że przestawiałam ścianę. Była chyba znowu jakaś wojna. Przyszedł facet "od remontu", zamknął się w łazience, pił z szufelki wódkę. My w pokoju, świat zamknięty na łańcuch. Trzeba było uciekać. Potem już rzeczywistość. Lawina niekontrolowanych SMS-ów. Rzadko się kłócę, zwłaszcza w tak chory i przedpotopowy sposób. Jeśli wymieniam poglądy to real albo na mesendżer, który aż pulsuje od. No cóż. Wczoraj była cisza przed burzą. Dzisiaj burza po ciszy. 
Odwołałam spotkanie. Ale trzeba iść dalej. Obierać kartofle do wiersza, buraczki cukrowe gładzić. Mam fazę na szpinak (o tym już smęciłam), na zielone, zdrowe, na kaszkę mannę albo jakąś smaczną ryżową kaszkę. Wczoraj na grillu było dużo wina. Wypiłyśmy trzy butelki. Miałam sajgon po 7 - tak strasznie bolały mnie ręce. 
W "Pomajaczonych" siedzę. Cały stół zawalają stare pamiętniki. Inspiracje. Chmury. 
Zrobię kawę o 15:03. Będzie smaczna. 

Kwiaty na balkonie są białe...
jak mleko.




*** 
bądź ze mną 
czasem
teraźniejszym i przyszłym. 

poniedziałek, 8 maja 2017

sobota, 4 marca 2017

Początek czerwca

Daj mi jeszcze chwilę, żebym mogła się otworzyć. Zrozumieć bardziej? Nie. Muszę odpuścić rozumienie, bo w sumie ponad rozum istnieje bardzie...