bywam
niegrzeczna
bywam
niedorzeczna
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bujanie wytrawne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bujanie wytrawne. Pokaż wszystkie posty
sobota, 22 czerwca 2019
poniedziałek, 11 czerwca 2018
SERIA(L)
Regeneruję myśli i emocje, zderzenia i uczucia. Czekam na kota. Ma być za chwilę. Leżenie na dachu ma w sobie coś inspirującego. Niebo gapi ci się w oczy, a ty czujesz, że to właśnie ta bajka. Ta, w której chcesz być.
Wspominam morze. Przeżywam serial.
Dwa ostatnie odcinki szóstego sezonu rozwaliły mi system. I ten psychodeliczny koniec. Szejn była uzależniona. A Jenn ma coś z mojej Kasandry.
Pewnie skończyłabym swój scenariusz tak samo. Musiałoby być z jebnięciem w duszę. Od tego się nie umiera. To pozwala żyć.
Dlatego dzisiaj Duffy i Dreamer. Siódmy odcinek szóstej serii. Myślę. I nie mogę przestać.
czwartek, 5 października 2017
Got U
Dzień dobry,
jestem z innej planety.
jestem z innej planety.
Kupuję buty ze złotymi sznurowadłami. Czapkę ze srebra. Koszulę z żabotem.
Łazimy tak od blasku do blasku. W aucie ciepła muza. Słuchamy. Grzeję w jesień. Prowadzę.
O właśnie taka:
Kokab - Got U (Ready or Not) | Official Lyric Video
Rozważamy Londyn. Szukasz świnki. Skarbonki (bo świnię to łatwo znaleźć). Może być w ludzkie marzenia i freski. Nie jestem Aniołem. Ktoś się do mnie zwraca po pysku. Zlewam. Specjalnie gwiazdorzę. Przyszedł czas na powidła, szarlotkę i scenę. W Hebe szaleństwo kremów. Kinga ma urodziny. Z życzeniami jadę.
Znów muza. Ta sama. Riplej.
Możesz zariplejować oczy, ale wolisz bloga.
Polecam mój artykuł naukowy: Wielopoziomowość tekstu literackiego. Od-kształcanie metafory. Surrealizacje...
Pozdrawiam ciepło, bo jesień chłodem szarpie za policzki.
czwartek, 31 sierpnia 2017
niedziela, 25 czerwca 2017
poniedziałek, 5 czerwca 2017
spacer uroczy
Mogłabym mieć tam swoje biurko. Uczyć się fizyki, iść na klasówkę, w pole szczere, w usta. Zjeść zupę - najlepiej krupnik albo kotlety jajeczne, deser - o smaku śmietankowego ciasta. Pisać pamiętnik. Mogłabym łazić tymi wszystkimi uliczkami niebo.leśnie. Zapisywać strzałki na chodniku. Inicjały miłości na trampkach. Bawić się w podchody. Podchodzić do pani J. z osiedlowego, kupować pomidory z cienką skórką. Obierać ogórki, kroić sobie palce. Bo przecież niektórzy mają antytalent. Nie są przystosowani do garów. Mogłabym leżeć na dywanie, zaprosić cztery koleżanki, wypić piwo cichaczem, tak żeby nikt nie widział. Grać w kapsle.
Bywają rzeczy, które się czuje. Miejsca, które się przenika. I takie miejsca zapisuję w sobie. Przenikam je potem. Mocno obejmuję oczami i mimo że mam alergię na. To pieszczę.
Zrobiłam mnóstwo kilometrów rowerem. Jak można nie kochać końca wiosny, kiedy świt pachnie już początkiem lata? Jak można nie kochać tych małych, śmiesznych uliczek w centrum twojego miasta? Jak można się zgubić? Jak można nie czuć? Jak mocno można przywiązać wstążkę do huśtawki? (Idź, zobacz, czy jeszcze jest wstążka.)
Jak można nie kochać burzy, która wzburzona i gniewna przynosi nad Uroczysko d(r)eszcz?
Byłam tam, wiesz? A teraz jestem tutaj.
Wróciłam do domu. Układam na dachu to, co niemożliwe.
piątek, 26 maja 2017
My private Hawaii
Efekt solarny na dachu budzi piękne myśli. Dobrze mi tutaj. Teraz mi dobrze. Jest mi. Księżycuje się świat. Na pół. Powiedz, że chcesz więcej. Mówię...
Dodaję, dorzucam kolejną solarkę, lampkę, lampionik. Romantycznie i biały grys. Dekoracyjnie mnie nakręciło. Wyciszam się. White garden. My private Hawaii. Secret. Area.
Ciuchy kupione na weekend. Można jechać. Nie spodziewałam się takich dobrych spodni, zgrabnej marynarki, kropek. Nie spodziewałam się tego awangardowego kołnierzyka (zamiast). I jeszcze lakierki - klasyk.
Mam alergię. Szczypie mnie prawe oko. Aplikuję krople. Kiedyś zalewałam połowę policzka. Dziś krople sprawnie wnikają w miejsce, w które wnikać powinny. Męczy mnie klima. Amertil nie daje rady. Kiedy buzuje wszystko. Klimatyzatory gadają głośniej niż pracownice. Heh... Przekrzykują się. Kobieta w sztucznych ustach uśmiecha się nieznośnie. Do szyby przykleja się starszy, nieprzyjemny gość. Ma lodowatą twarz i straszy małe dzieci. Wydziarany koleś wraca do domu. Żona przygotowała obiad. Córka biegnie w jego stronę i krzyczy: Tatusiu, tatusiu... Mężczyzna przytula córkę: Co...? Serduszko, tęskniłaś?
Świat bywa albo gorzki albo zły albo ciepły albo słodki.
Świat bywa albo gorzki albo zły albo ciepły albo słodki.
Rozbrajają mnie rysy twarzy parku. Wracam dłuższą stroną księżyca.
Migrena dręczy.
Migrena dręczy.
___
Tęskni(sz)?
wtorek, 16 maja 2017
poniedziałek, 24 kwietnia 2017
mocna elegance
Mocna elegance (jak kawa - taka mocna). Świecące, czarne spodnie, klasyczna, biała koszula, czarne laksy. Imieniny oddychają. Gości dużo - świecą. A. ma spódnicę (idealną na takie okazje, kiedy szumy wódy i wiersza). Ż. jest w kropki. Pasuje do mojego czajnika, który dostaję od Dżej. Kapitalne połączenie tkanin i snów. K. ma świetne spodnie, D. - fazę, W. to różlove w sobotę (jak wino od M. i A. - prezentowe), Moon ma na sobie kolor mojego drinka, a R. jest złotem (jak milczenie).
I tak dalej...
Stoimy w kuchni. Sączy się muza, jej smak i zapach... Tracę grunt pod wierszem. Zakochuję się w "Sign..." bez pamięci.
I tak dalej...
Stoimy w kuchni. Sączy się muza, jej smak i zapach... Tracę grunt pod wierszem. Zakochuję się w "Sign..." bez pamięci.
bladoniebieskie
tyle razy uwieram cię w naskórek
ile snów się jeszcze nie spełniło
gryzę ciszę jak palce
w nieznane jutro pójdę
poprzyglądać się chmurom
może na jakiejś zostanie
twój dotyk i moje pismo
będziemy na szczątki rozpowiadać wszystko
moje usta jak nowy testament
niech skończy się ta wojna raz na zawsze
bo który to już raz cisza odbiera mi mowę
który to już raz księżyc mdleje na stole
który to już raz majaczę przez ciebie
skoczyć sobie w oczy możemy od razu
ale żeby kochać
nie żeby przeklinać
jak twarda jest ziemia i gorzka tragedia
to co złe może nas zniszczyć i zmazać
to co lepsze może pięknie oddychać
to co dobre niech ma nas w swojej opiece
to co udawane pozabija
sobota, 22 kwietnia 2017
czwartek, 20 kwietnia 2017
wszystkiego najlepszego
Na telefonie mam piętnaście procent, krzywo pomalowane policzki i jestem spóźniona godzinę.
Ponad.
Białe tulipany przeciekają przez palce. Jest zimno. Kolana mi marzną w dziurawych dżinsach.
Spóźniam się na autobus.
Prawie.
Widzę różnicę od kiedy zmienili rozkłady. Komunikacja jest blada. Lakierki są czarne.
Jadę bokiem w podartych dżinsach. Wysiadam na piątym albo szóstym przystanku. Mieszam Carlo z czystą. Urodziny są ciepłe.
Wszystkiego najlepszego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Początek czerwca
Daj mi jeszcze chwilę, żebym mogła się otworzyć. Zrozumieć bardziej? Nie. Muszę odpuścić rozumienie, bo w sumie ponad rozum istnieje bardzie...
-
Pabianice, to nie miejsce, to stan umysłu.
-
Dla N. i dla G. Mała dziewczynka miała wczoraj urodziny. Był tort i pewnie świeczki (w oczach), wszystkiego najlepszego , chociaż świec...


