Uczę się.
Odpoczywać.
Cały miesiąc wyszedł na spacer...
Ale już jestem. Siedzę spokojnie. Choinkowe lampki dają ciepłe, kolorowe światło. Brokatowy jest księżyc, a ulice miasta oblewa złota smuga. Czy to niebo zmieniło kolor, czy sny? Spokój to luksus. Kiedy nikt nie krzyczy, nikt nie obezwładnia twoich ramion. Kiedy jest ciepło. Jest dobrze. Miękkość koca spływa po udach. W kubku z zimową historią paruje herbata. To styczeń. To ten czas, w którym noce świecą, a obrus biały jak śnieg. I chociaż ten rok 2026 nie zaczął się od takiego spokoju, a wprost przeciwnie - od szaleństwa, to wiem, że dzisiejsza noc jest po to, aby odpocząć.
Od początku -
Ludzie. Wielowymiarowy Sylwester u Kini, wcześniejsze próby balkonowe, ptaki. Kawa i melisa podczas rozmowy, potem wódka. Dawno nie miałam kaca, który ciągnie się pomiędzy poduszkami. W nocy gotowałyśmy barszcz biały przy muzyce. Był Janek z owocowych imprez - tych sprzed lat. Jakieś video na pamiątkę, jakieś zdjęcia. Wróciłam o ósmej o poranku pełnym błękitnego mrozu i białej poimprezowej ciszy.
A potem była knajpa (albo jakoś pomiędzy tym wszystkim), znowu ludzie i smak. Przyjechała Ewelina z Tarnowa/Gdańska, wpadła Beti na shoarmę, byli Roberty i Szymek z Wojtkiem. Ktoś chciał się spotkać, ktoś się spotkał. A i Ada wybiera się do Łodzi. I Monika z Markiem.
Ludzie. Tak dużo tych rozmów o niczym i o wszystkim. Tych pięknych uniesień, słów. I jeszcze ta melancholia pod palcami, kiedy wystukuję kolejne pożegnania i powroty. Moje myśli są niczym wichura, która zrywa dachy i przewraca drzewa. Moje myśli są chaosem.
A słowo daję... I zrobiłam dodruk. Chaos 2026 sprzedał się jeszcze w starym roku. Wyproszony, wyczekany znów pojawił się na chwilę. Ubywa w tempie światła (faktycznego od lamp).
Zima jest mocna i wyraźna tym razem, ale ciepło serca czuć przez zmarzniętą szybę. Jest dobre.
Czas.
Zdążył spaść śnieg jak puch na duszę tego świata.
Śnieg - to oddech Anioła - napisałam wtedy. Światła lamp ulicznych stawały się brokatem. Lubię wyobrażać sobie. Na przykład taką opowieść ze śniegu albo obłoki, z których sypią się sny. Idę na spacer i nagle nasze oczy spotykają się w samym środku drogi. Dawno dawno temu rozeszły się nasze serca w różne strony świata. Dawno dawno temu...
Mogłabym pisać bajki. O Aniołach, puchatych chmurkach, tygrysach, o świętym Mikołaju, reniferach, saniach, które napędzane przez białe obłoki szybują nad miastem. Mogłabym. Ale piszę inne książki, których nie wydaję (teraz), bo wolałam sama fruwać samolotem i karetą jeździć, kiedy smaki lata okrywały ziemię. Warto było. Chociaż czas - nie da się ukryć - bywa bezczelny i wciąż płynie. Czasem chciałabym zatrzymać wszystkie zegary. Jak w tej opowieści:
- Mógłby stanąć czas właśnie teraz, bo chwila te jest magiczna i taka piękna.
- Nie mam takiej mocy, aby zatrzymać zegary.
Wracają do swojego miasta. Otwiera drzwi srebrnym kluczem. Wszystkie zegary milczą. Żadna wskazówka nie przesuwa się ani w przód, ani w tył.
Uważaj, o czym marzysz... Bo jeszcze Ci się spełni.
Pełnia Księżyca.
***
Jestem w Filmowej. Za oknem ławki jeszcze bez płaszcza. W tygodniu ma wyjść słońce, wtedy przyjadę ubrać je na zimowo.
Zaczyna mi ciążyć pięć na plusie - kilogramów. Może powinnam zmienić nawyki. Odsunąć usta od czekolady. Przestać? Może powinnam wypatrywać wiosny, kiedy grudzień?
Nie.
Zimno i mokro - to też ma swój magiczny vibe.
***
Wczoraj były Mikołajki. Miałam spotkanie z Robertami i Magdą. Siedzieliśmy 4 godziny przy grzańcu. Brzuszek się zamknął, burgery się zamknęły, dwie knajpy na Bałutach się zamknęły.
A ja otwieram się na ludzi. Bo człowiek - jak to magicznie brzmi.
Młody z Oskarem na jarmarku wczoraj i jeszcze ta niespodzianka, którą zrobiła Milena...
No, świat potrafi dawać.
Człowiek potrafi dawać najpiękniejsze podarunki.
***
Kalendarz jest miękki w dotyku.
Jak jedwab.
Moje myśli teraz są jak jedwab.
Nie rozumiesz, nie rozumiesz, że to się skończy. Prędzej czy później dopadnie kogoś chłód rzeki albo udusi się wśród huku spalin. Może spotkać na swojej drodze potwora/smoka/raka/zbrodniarza. Może będzie za późno, aby przeprosić (się ze światem), ze światłem ulicznej latarni, z drżącą pod palcami piosenką. Z człowiekiem.
Kiedyś wydawało mi się, że można żyć sto lat, a to i tak przecież za mało na piękno i smak. Ktoś jest, ktoś wychodzi, odchodzi, znika, rozpływa się jak łza biegnąca po policzku. Wszystko płynie, upływa, a czasem bywa jak sztorm. To nie jest film, w którym można opuścić albo zmienić zakończenie. To nie jest książka przerwana przed śmiercią głównego bohatera ani żadna wyssana z palca, z głowy historia. To życie i śmierć tak prawdziwa jak narodziny.
Jesteśmy tu teraz, aby czuć i dotykać. Aby kochać i oddawać się temu, co w nas gra albo szumi jak morze. Jesteśmy tu i teraz, aby ŻYĆ.
Nigdy nie wiemy, kiedy zegar wybije ostatnie pożegnanie. Odpędzamy myśli od siebie - o utracie. A jednak gdzieś tam pod skórą płynie w naszych żyłach strach. Bo jeszcze chcemy poczuć słońce na policzkach. Pocałunek we włosach. Motyle na piasku.
Blisko przy mnie.
Szukam Aniołów, a znajduję stare fotografie. Nie mają żółtych, pozaginanych rogów ani porysowanego tła od wzruszonej dłoni... chociaż wydaje mi się, że właśnie tak. Takimi je widzę, kiedy słucham Chopina, kiedy idę na inny bal. Przesuwam... kolejne foldery, kolejne obietnice i kłamstwa, wyjmuję z wirtualnych albumów tamte emocje i oczy, nogi i ręce, żebra. Widzę swój nagi brzuch, stary pierścionek wciąż błyszczy na środkowym palcu.
Powinnam pracować.
Powinnam uprasować koszulę. Zrobić więcej niż. A ja siedzę i słucham. Kolory życia przepuszczam przez zasłonki w salonie. Zmieniają się dźwięki - zmieniają się wspomnienia. Wyciągam następne...
To Ty.
Młodość - pierwsze i drugie zmarszczki, koszula, której już nie noszę, wehikuł czasu, kryzys wieku.
Mrużę oczy.
Schowam się na chwilę. Pod kapturem jest ciepło.
Po dwóch tygodniach nieobecności w knajpie (tydzień w górach, tydzień w łóżku z infekcją) wracam, a tu - RÓŻE. Jedna pełna fioletowych słów, druga - jak czerwień ust - jeszcze niezapisana...
Lubię magię wypływającą z jesieni. Bo jesień potrafi czarować. Wystarczy nie zamykać oczu. To tak samo jak ŻYCIE - wszystko zależy od tego, czy całujesz je w usta czy w obłok.
Uczę się. Odpoczywać.