Ten atak był jak długie, ostre słupy (wbijające się w głowę). Jeszcze teraz odczuwam totalne przywalenie.
Nie wyszłam z łóżka. W dalszym ciągu leżę pod kocem, ale jestem w stanie cokolwiek zrobić, napisać. Na szczęście te napady nie są już tak częste jak kiedyś. Zdarzają się 2 razy w miesiącu. W sumie to nawet wiem, kiedy nastąpią. Mój organizm cały wtedy krzyczy. Hormony mi o tym przypominają.
Dziś wyznaczyłam kolejną wizytę u neuro.
Teraz jeszcze muszę być w ciszy.
A jutro pojadę po kwiaty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz